W połowie 1975 roku Kazimierz Górski zabrał zawodników na amerykańskie tournée. Proporcje sił były wówczas takie, że nie tylko Kanadyjczycy, ale i reprezentanci USA nie byli dla biało-czerwonych równorzędnymi przeciwnikami. Zatem podczas pobytu za oceanem dominowała… zabawa. Szeroko pojęta. Natomiast w Polsce latem 1976 roku bawili się Brazylijczycy. Przed igrzyskami w Montrealu, ale też na całego!

9 lipca przypada rocznica meczu z Kanadą, który kończył tournée, które miało na celu zapoznanie się naszych zawodników nie tylko z amerykańskim klimatem, ale także atmosferą budowaną przez Polonię osiadłą za oceanem. A przede wszystkim – z obiektami, na których za rok mieli bronić tytułu mistrza olimpijskiego. Program obejmował spotkania kontrolne z klubowymi zespołami z USA i Meksyku, ale także mecze oficjalne. Przed wylotem nieoczekiwany problem stanowiły powołania dla Andrzeja Szarmacha i Jerzego Gorgonia, na których Górnik Zabrze nałożył dyskwalifikację za niesportowe zachowanie podczas powrotu z Francji. Ostatecznie selekcjoner Górski przekonał zarząd PZPN do zasadności zabrania obu etatowych kadrowiczów. Pod względem sportowym był to jednak wyjazd bez większej historii.
W USA wizyty gości były kłopotliwe
„Stany Zjednoczone mają wszystkie pory roku w jednym czasie, mogliśmy się o tym parokrotnie przekonać przemierzając ich ogromne przestrzenie – wspominał Trener Wszech Czasów w książce „Piłka jest okrągła”. – Gra (w Seattle – przyp. red.) mogła się podobać, o czym świadczy reakcja widowni w większości złożonej z rodaków. Pobyt za oceanem będę zawsze wspominał z rozrzewnieniem, chociaż nieraz wizyty w gości były kłopotliwe, i przeszkadzały w normalnych zajęciach treningowych. Zapraszano nas wciąż do domów i klubów polonijnych, chciano nas jak najlepiej ugościć. Podczas przerwy w meczu w Seattle tańczył i śpiewał na naszą cześć zespół młodzieży polonijnej.”
24.06.1975, Seattle, mecz towarzyski
USA – POLSKA 0:4 (0:2)
Bramki: Bula 13, Lato 38, Szarmach 70, Wyrobek 89.
POLSKA: Tomaszewski – A. Szymanowski (62. Wawrowski), Gorgoń. Żmuda, J. Wyrobek – Ćmikiewicz (46. Kasperczak), Deyna, Bula– Lato, Marx, Szarmach. Trener: Górski
W Kanadzie tuzin goli z mizernymi przeciwnikami
„Chociaż przestrzegam konsekwentnie zasady „nie upajać się wynikami” uzyskanymi zwłaszcza w meczach z mizernymi przeciwnikami, to jednak z satysfakcją odnotowałem w notesie rezultat oficjalnego spotkania z Kanadą. Rewanż, który wypadł w Toronto nie przyniósł już tak obfitego łupu bramkowego jak pierwszy mecz rozegrany w Montrealu, ale nie osłabił dobrego wrażenia o grze kadry – wspominał trener Górski w książce „Piłka jest okrągła”.
6.07.1975, Montreal, mecz towarzyski
Kanada – POLSKA 1:8 (0:2),
Bramki: Douglas 68 – Marx 5, Lato 40, 71, 89, Deyna 52, 84, Bula 65, Szarmach 88.
POLSKA: Karwecki (46. Tomaszewski) – A. Szymanowski (67. Kasperczak), Gorgoń. Żmuda, Wawrowski – Ćmikiewicz, Maszczyk (46. Deyna), Bula – Lato, Marx, Kwiatkowski (46. Szarmach). Trener: Górski
9.07.1975, Toronto, mecz towarzyski
Kanada – POLSKA 1:4
Bramki: Bennet 36 – Kwiatkowski 16, Szarmach 19, 25, Deyna 41.
POLSKA: Tomaszewski (46. Karwecki) – A. Szymanowski Ostafiński, Żmuda (46. Gorgoń), Wawrowski – Kasperczak (73. Ćmikiewicz), Deyna, Maszczyk (46. Bula) – Marx (46. Lato), Szarmach, Kwiatkowski. Trener: Górski.
Na łamach wspomnianej, cytowanej wyżej biograficznej książki selekcjoner kontynuował: „Pobyt w Kanadzie, oprócz wspomnianych dwóch spotkań, poświęciliśmy również na bliższe zaznajomienie się z krajem, który miał za rok gościć uczestników XX Igrzysk Olimpijskich.
– I to za rok ma być gotowe? – stwierdził z powątpiewaniem Kazio Deyna, kiedy staliśmy z zadartymi głowami oglądając masywną sylwetkę głównego stadionu w Montrealu. Było na nim jeszcze wiele do zrobienia.
– Co się martwisz – odpowiedział mu Jurek Gorgoń. – Będzie na czym grać, najwyżej trybun nie ukończą.
A potem była wyprawa nad słynny wodospad Niagara…”
Brazylijscy gangsterzy w Katowicach czuli się jak u siebie
W czerwcu 1976 roku – w drodze do Kanady na igrzyska – olimpijska, czyli amatorska reprezentacja Brazylii zahaczyła o Chorzów. Tego spotkania próżno szukać w oficjalnych zestawieniach, ale było istotne dla Orłów Górskiego. Po 5 porażkach – we wszystkich oficjalnych meczach od początku tego olimpijskiego roku i cięgach zbieranych od prasy za sparingi z zespołami klubowymi rozgrywane już podczas zgrupowania przygotowawczego do IO w Zakopanem – pojawiła się bowiem „łyżka miodu”. Biało-czerwoni na serio pograli bowiem w ostatnich dwóch kwadransach na Stadionie Śląskim i pokazali miejsce w szeregu młodym Latynosom.
30.06.1976, Chorzów, mecz towarzyski (nieoficjalny)
POLSKA – Brazylia 3:0
Bramki: Szarmach 67, 87, Deyna 69
POLSKA: Tomaszewski – A. Szymanowski, Gorgoń, Żmuda, Wawrowski – Kasperczak (Maszczyk), Ćmikiewicz, Deyna – Lato, Szarmach, Kmiecik. Trener: Górski
– Znacznie ciekawiej było w kuluarach – wspomina długoletni kierownik reprezentacji Polski w tamtym okresie, Janusz Jesionek. – Po zakwaterowaniu drużyny brazylijskiej w katowickim hotelu Silesia, zgłosił się do mnie przedstawiciel – jak się przedstawił – tamtejszej federacji piłkarskiej i zapytał, gdzie są miejsca dla 30 członków delegacji. Zarówno noclegowe, jak i w restauracji na przedmeczowym bankiecie. Zdziwił mnie bardzo, bo po raz pierwszy usłyszałem, że ktokolwiek towarzyszy brazylijskim piłkarzom oprócz kilkuosobowego szefostwa ekipy. Dowiedziałem się, że oni jeżdżą wszędzie za tą drużyną i wszędzie za siebie płacą. Bo są sponsorami. „Płacicie, to dostaniecie, co chcecie” – pomyślałem. Bo w budżecie – a wówczas to zawsze gospodarz zapewniał pobyt gościom – nie miałem na to środków. Mimo że Brazylijczycy zapłacili za to, żeby PZPN opłacał się taki sparing przed igrzyskami.
– Kiedy wydawało mi się, że wszystko ogarnąłem, i goście będą zadowoleni, a hotel Silesia godnie zarobi w dewizach –… zdębiałem. Na kolacji zobaczyłem bowiem 30 gości, każdego pod czarnym wąsem, ubranych w czarne garnitury, z odpalonymi cygarami w zębach i rumem na stołach – kontynuuje kierownik Jesionek. – Kiedy zaprotestowałem, twierdząc że w tej samej restauracji będą się posilać sportowcy, odpowiedzieli – grzecznie, ale zdecydowanie, a nawet w tonie nieznoszącym sprzeciwu – że mają tego świadomość i nikogo spoza swojej grupy nie będą… częstować przywiezionymi z Brazylii używkami. Zarówno ubiór, jak i sposób zachowania nie pozostawiały wątpliwości, czym na co dzień zajmują się owi „sponsorzy”. Choć w naszej części świata w tamtym czasie ta „profesja” nie była jeszcze znana…
god
