Pan Kazimierz: Jak się modlimy, to…

…się modlimy! Andrzej Strejlau przypomniał w wywiadzie dla strony Fundacji Kazimierza Górskiego, że Grecy do dziś nazywają niezapomnianego i przez nich szkoleniowca: Papas, czyli Papież. Co podkreśla, jak bardzo  – i  niezmiennie – jest w swej drugiej ojczyźnie szanowany. – Jego stoicki wręcz spokój i rozwaga, były zawsze w Grecji podziwiane i podnoszone. Mistrzostwo z Panathinaikosem, ale też krajowy puchar z prowincjonalną Kastorią to były wielkie osiągnięcia. W ślad za nimi poszły uznanie, estyma i sława. Tam nikt nie powiedział na Kazia złego słowa – przypomniał asystent naszego Trenera Wszech Czasów.

 

 

1990 Grecja. Kazimierz Gorski z wnukiem Kostasem. fot. Dariusz Górski/FOTONOVA

 

 

A jak Kazimierz Górski zapamiętał dzień, w którym… Karola Wojtyłę wybrano na papieża? Najlepszy w dziejach polski selekcjoner przypomniał to w wywiadzie, który ukazał się w książce „Boży Doping”, wydanej nakładem wydawnictwa „Rafael” w początkach obecnego stulecia:

 

 

Jest pan najsłynniejszym polskim trenerem i zawsze kojarzy się pan z boiskiem. Czy Kazimierza Górskiego można kojarzyć też z Kościołem?

 

Kazimierz Górski: – Pochodzę z bardzo religijnej, katolickiej rodziny. We Lwowie, w kościele św. Elżbiety zostałem ochrzczony, tam też przyjąłem Pierwszą Komunię i byłem bierzmowany. Wiem, że ten kościół stoi do dzisiaj we Lwowie, ale po wojnie urządzono w nim magazyn. W ostatnich latach ponownie jest to świątynia, ale – jak słyszałem – wyznania greko-katolickiego.

 

Jest takie popularne powiedzenie: jak Boga kocham! No właśnie, kocha pan Boga?

 

Może nie byłem żarliwym, praktykującym katolikiem, ale wszędzie miałem i mam w sercu Boga. To mi dał dom rodzinny. Później, gdy się ożeniłem, to ducha religijnego rozniecała żona, która do dziś jest osobą głęboko wierzącą. Odwiedziła wiele miejsc kultu religijnego, była na pielgrzymce w Ziemi Świętej. Ja, chociaż trzykrotnie byłem na terenie Izraela, nigdy jakoś nie miałem okazji zwiedzić świętych dla katolików miejsc. Pamiętam, gdy pierwszy z byłem w Jerozolimie, to miasto było jeszcze przedzielone na pół. Po jednej stronie siatki bawiły się dzieci arabskie, a po drugiej żydowskie.

 

Czy księża często próbowali sprowadzić pana na jeszcze lepszą drogę?

 

Może nie często, ale zawsze miałem z duchownymi dobre układy. Pamiętam takie zdarzenie z 1957 roku. Pojechaliśmy na młodzieżowe mistrzostwa do Hiszpanii. Były to jeszcze trudne czasy. Hiszpania rządzona przez generała Franco, chyba nie utrzymywała wtedy stosunków dyplomatycznych z PRL. Ambasadorem Polski był delegat z rządu londyńskiego. Nas traktowano zatem jako zatwardziałych komunistów. Ale przyłączył się do naszej ekipy polski ksiądz, mieszkający w Madrycie. Pewnie też był ciekaw jak wyglądają ci komuniści, którzy przyjechali z kraju. Szybko jednak z nami się zaprzyjaźnił, do tego stopnia, że zaproponowaliśmy mu, aby podczas meczu usiadł w naszym boksie. To był mecz na stadionie Realu, 50 tysięcy widzów i jakie było zdziwienie Hiszpanów, gdy zobaczyli, że na ławce u komunistów siedzi ksiądz. Natychmiast zmienił się ich stosunek do nas. Pamiętam, że odtąd towarzyszyła nam wielka przychylność, a kiedy wróciliśmy do hotelu, to właściciel otworzył barek i za darmo serwował nam najlepsze wina. Ten ksiądz przyprowadził później do nas grupkę polonijnej młodzieży i powstała bardzo sympatyczna atmosfera. A tuż przed odlotem wszyscy poszliśmy do kościoła, gdzie odprawiał mszę.

 

Czy spotkał się pan z papieżem?

 

Tylko raz miałem okazję spotkać się z papieżem. Było to w 1991 roku. Jako działacz piłkarski pojechałem wtedy z naszą reprezentacją młodzieżową na mecz do Rzymu. Byliśmy wtedy na ogólnej audiencji w Watykanie, a następnie ksiądz Dziwisz przeprowadził nas w specjalne miejsce, gdzie na chwilę przybył Jan Paweł II. Tam mieliśmy okazję do krótkiej rozmowy, z której wywnioskowałem, że papież zna się na sporcie, na piłce nożnej. Kiedyś w Wadowicach pokazano mi zdjęcie, na którym mały chłopak – Karol Wojtyła – stał w bramce piłkarskiej. Ale najbardziej utkwił mi w pamięci ten dzień, gdy kardynała Wojtyłę wybrano na papieża. Przebywałem wtedy w Grecji, gdzie trenowałem Panathinaikos. Znali mnie kibice greccy. Szedłem ulicą w Atenach, gdy nagle zaczęli się na mnie rzucać z gratulacjami kupcy, przechodnie. Powstał straszny zgiełk, chociaż nic z tego nie rozumiałem, nie wiedziałem o co tym ludziom chodzi. Wreszcie wyłowiłem z wrzasku dwa najczęściej powtarzane słowa: „Polonos Papas!” Nadal jednak nie chciało mi się wierzyć, żeby Polak został papieżem. Dopiero później dowiedziałem się z telewizji, że to jednak prawda.

 

Jak pan sądzi, czy sport może też umocnić wiarę człowieka?

 

Odpowiem krótko: kiedy byłem trenerem, to piłkarze kadry znali moją zasadę – jak pracujemy, to pracujemy, jak się bawimy, to się bawimy, a jak się modlimy, to się modlimy!

 

 

Żródło: opoka.org.pl, data publikacji: 2002-02-06

Całe opracowanie wypowiedzi – książki „Boży Doping” – można znaleźć pod linkiem:

https://opoka.org.pl/biblioteka/X/XS/gorski.html