Urodziny kapitana Orłów Górskiego

28 lutego przypadają urodziny – w tym roku 74. – pierwszego kapitana Orłów Górskiego – Włodzimierza Lubańskiego. Czyli człowieka, który poprowadził biało-czerwonych do jedynego do dziś zwycięstwa nad Anglią – w 1973 roku w Chorzowie. I  ulubieńca Trenera Wszech Czasów.

 

 

W meczu z Anglią w Chorzowie Włodzimierz Lubański przeżył wielką radość, i wielką traumę. Na Wembley kontuzjowany napastnik pojechał z zespołem, trener Kaizmierz Górski potrzebował tam bowiem – choćby na ławce – „kapitana przez całą dobę”. Fot. archiwum prywatne Janusza Jesionka.

 

 

W drużynie narodowej Włodek zadebiutował licząc 16 lat i 188 dni. I już na dzień dobry – w wygranym 9:0 meczu z Norwegią w Szczecinie – wpisał się na listę strzelców. W tym samym mieście, w 1965 roku w kwalifikacjach MŚ, strzelił 4 gole Finom. W tym trzy początkowe – między 19 a 24 minutą! 5 goli wbił w Luksemburczykom w Krakowie, także w kwalifikacjach mundialu w kwietniu 1969 roku. Niespełna pół roku później poprowadził biało-czerwonych do pierwszego – do dziś jednego z zaledwie trzech –zwycięstwa nad Holandią (2:1) zdobywając na Stadionie Śląskim zwycięską bramkę.

 

Wszystkie wspomniane wyżej osiągniecia miały miejsce zanim trener Górski objął kadrę.  Pod wodzą pana Kazimierza, u którego cieszył się nie tylko kapitańską opaską, ale i specjalnymi względami – nie zatracił skuteczności. W Krakowie we wrześniu 1971 roku przyczynił się do rozbicia Turcji (5:1) wbijając hat-tricka. Na igrzyskach w Monachium nie trafił – o czym mówi otwarcie – z formą, ale i tak do złota dorzucił dwa trafienia – z Ghaną i Marokiem. I prawdopodobnie najważniejszą akcję turnieju, po której wywalczył rzut karny w meczu z ZSRR. Oddał tę jedenastkę – choć był wyznaczony do wykonywania – Kazimierzowi Deynie. Miał też duży udział w drugiej bramkowej akcji w tym spotkaniu, które stanowiło klucz do awansu do wielkiego finału igrzysk w Monachium, po którym Włodek wprowadził kolegów z drużyny narodowej na najwyższy stopień podium.

 

Jeszcze bardziej niezapomniane było poprowadzenie zespołu Orłów Górskiego przez Lubańskiego do historycznej, do dziś jedynej, wygranej z Anglią w Chorzowie w kwalifikacjach mistrzostw świata w czerwcu 1973 roku.  Bez niej nic nie dawałby bowiem późniejszy zwycięski remis na Wembley w rewanżu i nie byłoby awansu na mistrzostw świata w Niemczech w 1974 roku. Włodek Zabrał wtedy piłkę Bobby’emu Moorowi, i po fenomenalnej indywidualnej akcji ustalił wynik na 2:0. Niestety, to w tym spotkaniu doznał kontuzji, która zakończyła de facto wielki etap jego reprezentacyjnej kariery. I nie tylko reprezentacyjnej…

 

Uraz okazał się bardzo groźny, Lubański nie pojechał na finały Weltmeisterschaft 1974 (poleciał za to na mundial do Argentyny, gdzie biało-czerwoni uplasowali się na miejscach 5-8), skąd polski zespół przywiózł medal. W futbolu klubowym – było jeszcze lepiej. W sumie w barwach Górnika Zabrze zdobył 228 goli (we wszystkich rozgrywkach). 7 razy był mistrzem Polski, 6 razy sięgnął po Puchar Polski, 4 razy zostawał królem strzelców ekstraklasy (w sumie 155 ligowych goli), 2 razy był królem strzelców Pucharu Zdobywców Pucharów, w 1970 roku wystąpił z KSG w wielkim finale tych rozgrywek.

 

Trener Górski pytany o podstawowe różnice między Lubańskim i Deyną, który po kontuzji Włodka przejął opaskę, miał stwierdzić: „Deyna był kapitanem, bardzo dobrym, na boisku. Natomiast Lubański był kapitanem, znakomitym, przez całą dobę.” Do dziś zresztą cieszy się wielkim szacunkiem u kolegów, z którymi występował w reprezentacji Polski.

 

Wspaniały piłkarz, świetny facet. Do dziś w wysokiej formie intelektualnej. Życzymy co najmniej 100 w takiej dyspozycji!