Zmarł Adam Musiał, Orzeł Górskiego…

W środę, 18 listopada, zmarł Adam Musiał. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych Orłów Górskiego, 34-krotny reprezentant Polski, zdobywca trzeciego miejsca w finałach mistrzostw świata w 1974 roku rozegranych w Niemczech. Niezastąpiony podczas tego niezapomnianego dla biało-czerwonych turnieju lewy obrońca… 

 

 

 

 

O śmierci byłego reprezentacyjnego obrońcy poinformował prezes PZPN, Zbigniew Boniek. „Odszedł Adam Musiał. Wybitny Piłkarz, znakomity Kolega. Medalista MŚ. Spoczywaj w spokoju Adamie, Wyrazy współczucia dla Rodziny. Smutny dzień… – napisał na Twitterze szef piłkarskiego związku.

 

 

Musiał, urodził się 18 grudnia 1948 roku w Wieliczce, był wychowankiem miejscowego Górnika. W ekstraklasie wybił się w Wiśle Kraków, w której rozegrał 227 ligowych meczów i strzelił jednego gola. W barwach Arki Gdynia zaliczył 57 spotkań, także podkreślonych jedną zdobytą bramką. I Pucharem Polski wywalczony w sezonie 1978-79. Później przeniósł się do Anglii, do Hereford United, a karierę kończył w USA, w Eagles Nowy Jork.

 

 

Kiedy zakończył karierę piłkarską, w 1987 roku, próbował sił jako trener. Prowadził Wisłę Kraków, Lechię Gdańsk, Stal Stalową Wolę i GKS Katowice. Trener Roku 1991 w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna” za wyniki osiągnięte z Wisłą. Szkoleniową przygodę zakończył w 1996 roku. Podczas kadencji właścicielskiej Bogusława Cupiała w Białej Gwieździe został kierownikiem boiska piłkarskiego na stadionie Wisły. Syn Adama – urodzony w Hereford Tomasz – jest znanym arbitrem piłkarskim, od 2014 roku cieszy się statusem sędziego międzynarodowego.

 

 

Musiał był cenionym lewym obrońcą, znanym z poczucia humoru, a nawet ciętego dowcipu. A także – miłośnikiem życia i piłkarzem, który zawsze miał coś do powiedzenia. I nie stronił od polemiki również ze szkoleniowcami. W historii polskiego futbolu zapisał się również… karą, jaką dostał od trenera Kazimierza Górskiego po zbyt późnym powrocie całego zespołu do bazy w Murrhardt ze spotkania integracyjnego, po którym jako jedyny wdał się w rozmowę z naszym selekcjonerem.

 

 

Tak na następstwa całej tej sytuacji zaistniałej wieczorową porą wspominał pół roku temu w wywiadzie udzielonym stronie Fundacji Kazimierza Górskiego Jan Tomaszewski: – Rano na śniadaniu Adam był niczym z krzyża zdjęty, więc zapytałem, co mu się stało. „Pan Kazimierz mnie wyrzucił” – odparł blady jak ściana. „Co ty, ku…, głupi jesteś? Za co cię wyrzucił?” – nie mogłem uwierzyć. „Mam wyjechać do Polski, bo się pół godziny wczoraj spóźniłem” – wyjaśnił. Po śniadaniu z Deyną poszliśmy więc do trenera. I zaczęliśmy prosić, żeby został, bo nasza wcześniejsza interwencja u prezesa PZPN nic nie dała. „Pan Kazimierz uznał, że Musiał ma wyjechać, więc już się pakuje” – zakomunikował nam Jan Maj. – „Ja już niczego nie mogę w tej kwestii zrobić”. Początkowo pan Kazimierz nie chciał słuchać argumentów. Jego wielkość polegała jednak na tym, że po mniej więcej pół godzinie uległ naszej prośbie, żeby ostateczną decyzję podjął po meczu ze Szwecją. Tylko poprosił, żeby rozmowa została między nami. Na treningu Adam ćwiczył ze wszystkimi, więc sądziliśmy, że normalnie zagra. I postara się na boisku za dwóch, żeby zmazać plamę. A z nim w składzie wszystko naprawdę dobrze funkcjonowało. Okazało się jednak, że Musiał nie znalazł się w składzie na mecz, nawet na ławce, tylko wylądował na trybach…

 

 

– Na lewą obronę w meczu ze Szwedami został przesunięty Szymanowski. Antek – kapitalny na prawej – na lewej był słabszy. Od Adama wtedy o wiele słabszy.  A Zbyszek Gut, który wskoczył na prawą stronę, nawet w połowie nie był Szymanowskim… Trener poprzestawiał klocki w składzie tak, że byliśmy wściekli. W meczu decydującym być może o medalu w MŚ! Ostatecznie wygraliśmy skromnie ze Szwecją, a Adam dostał rekordową wówczas karę – nie pamiętam 200 czy 300 dolarów, co było kwotą w tamtych realiach szokująco wysoką. Musiał i tak jednak był wtedy najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Wycałował nas wszystkich, bo wiedział, że pan Kazimierz w jego sprawie po takim spotkaniu zmieni zdanie.

 

 

Trener Górski oczywiście zmienił zdanie, osiągnął bowiem swój cel. Potrząsnął całą ekipą i spowodował, że zawodnicy potem już sami się pilnowali. A poza tym wiedział, iż bez Musiała w składzie znacznie ograniczyłby Orłom szansę na sięgnięcie po medal w Weltmeisterschaft 1974. Lewy defensor Wisły był bowiem nieodzownym punktem nie tylko obrony biało-czerwonych, ale całej – najlepszej w historii polskiego futbolu – drużyny zbudowanej na finały mistrzostw świata w Niemczech. O klasie naszego obrońcy najlepiej zresztą świadczy fakt, że wstawiły się za nim wtedy sławy pokroju Deyny i Tomaszewskiego…

 

 

Cześć Jego pamięci. Fundacja Kazimierza Górskiego składa szczere kondolencje rodzinie Adama Musiała…